Struktury klubowe
Znajdz nas na Facebook

mysl-polska.pl
Mgr Grzegorz Schetyna i nowa historia II wojny światowej

Grzegorz Schetyna, jako minister spraw zagranicznych, budził nadzieje na pragmatyzm i racjonalizm w polskiej polityce zewnętrznej. Po wyskokach amerykańskiego harcerzyka Sikorskiego, wydawało się, że jego talent polityczny, który do tej pory przejawiał się w zdumiewającej umiejętności przetrwania najcięższych partyjnych burz i nawałnic, przyda się w MSZ.

Możemy domniemywać, że w środkowy poranek 21 stycznia pan minister się nie wyspał. Może miał zły dzień. Może się przeziębił i złapał go stan podgorączkowy. Na pytanie dziennikarza Polskiego Radia o brak zaproszenia dla rosyjskiego prezydenta na obchody rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz, odpowiedział zatem w sposób wyjątkowo kuriozalny. Dowiedzieliśmy, że ten niemiecki obóz zagłady wyzwolili… Ukraińcy. Nie, nie, to nie pomyłka. Absolwent historii Uniwersytetu Wrocławskiego mgr Grzegorz Schetyna oznajmił, że to właśnie ten naród dokonał owego epokowego czynu.

KL Auschwitz 27 stycznia wyzwolony został przez żołnierzy I i IV Frontu Ukraińskiego, które stanowiły zgrupowania Armii Czerwonej. W ich skład wchodzili przedstawiciele dziesiątek narodowości zamieszkujących ówczesny Związek Radziecki. Wśród nich byli, bez wątpienia również żołnierze pochodzący z Ukrainy. Nie tej Ukrainy, która dziś morduje kobiety i dzieci Donbasu; ta Ukraina była wtedy po drugiej stronie barykady, w Waffen SS i innych formacjach współdziałających z III Rzeszą. Byli tam Ukraińcy walczący z faszyzmem, w ramach wojny prowadzonej przez państwo radzieckie.

Może Grzegorz Schetyna znalazł jakichś wybitnych ukraińskich dowódców wśród dowodzących frontami? Popatrzmy. Marszałek Iwan Koniew, urodzony w rosyjskiej, chłopskiej rodzinie, w obwodzie kirowskim. Komisarz Konstantin Krajniukow – urodzony w rosyjskiej rodzinie chłopskiej pod Wołgogradem. Generał Wasilij Sokołowski – prawdopodobnie Polak, z podbiałostockiej wsi. Chyba jedynym z dowódców mających jakieś związki z terytorium późniejszej Ukrainy był marszałek Klimient Woroszyłow, znakomity dowódca, urodzony w Lisiczańsku koło Ługańska. Przypomnijmy jeszcze ministrowi znamienny fakt, że jedynymi jednostkami frontów wydzielonymi na podstawie narodowości ich składu były jednostki polskie, a konkretnie II Armia Wojska Polskiego z generałem Karolem Świerczewskim na czele.

Pan minister musi wyjaśniać i uzasadniać absurdy polskiej polityki probanderowskiej. Powinien to jednak robić w sposób delikatniejszy, bo inaczej grozi mu śmieszność. I może pojawić się przekonanie, że nie tylko nie powinien kierować polskim MSZ, ale też wrażenie, że nie zasłużył na dyplom magistra historii znakomitego Uniwersytetu Wrocławskiego. Ciekawe, Panie Ministrze, co na Pański kuriozalny wypad w radiowej Jedynce powiedzieliby profesorowie i wykładowcy z Wrocławia, miasta, którego wielu mieszkańców znacznie lepiej niż inni rozumie, czym był pronazistowski ukraiński nacjonalizm opiewany dziś przez kijowskie władze…

Mateusz Piskorski
blog